Ale sobie zrobiłem wspaniałą wycieczkę. Trzeba było sprawy na Mazurach załatwić. O 8. rano siedziałem za kółkiem i pognałem S8, a potem S61 na Łomżę. Na wysokości Szczuczyna zjechałem na lokalne drogi, Biała Piska, Orzysz i w okolice Rynu, na miejsce. Trasy przewiewne, mało aut, lekka mżawka, trochę mgły. Krajobrazy jednak doskonale widoczne. Uwielbiam tam jeździć z naszego płaskiego Mazowsza. Przed podróżą włączyłem ogrzewanie postojowe, żeby się przyjemnie startowało i silnik szybciej miał odpowiednią temperaturę pracy. Potem wentylacja fotela, klimatyzacja na 20 stopni. Warunki podróży idealne. Wczoraj wieczorem sprawdziłem poziom oleju, było na połowie bagnetu, ale zabrałem zapasową butelkę dla spokojności. Nie pędziłem. Tempomat na 135. Spalanie na dwupasmówkach wyszło 7.5. Potem spadło do 7. W drodze powrotnej samochód najpierw pokazywał 6.0, bo się wlokła jakaś ciężarówa, a tam na zawijasach nie bardzo jest jak wyprzedzać. W sumie, to i po co? Jeszcze przed Wyszkowem, tempomat 130, mocniej się zagęściło na drodze i mi zaczęli wsiadać na zderzak. Jeden mercedes nawet mrugał światłami. Tak, przesadził, ale grzecznie przepuściłem. Potem jednak kilku cwaniakom pokazałem jaką nowoczesny diesel ma elastyczność. Ciekawe, że jak takiemu zdecydowanie odjedziesz, to zmienia pas na prawy i przestaje kozaczyć. Do domu dojechałem ze wskazaniem zużycia paliwa 6.8. Nawet trochę się pobawiłem przed Warszawą, naciskając gaz nieco mocniej, do dechy nie lubię, ale średnie zużycie nie wzrosło po takim dystansie. Rozpędzić się o dodatkowe 30-50 km/h, to jest mrugnięcie powieką. Już po wypakowaniu gratów, wsiadłem podskoczyć po coś do sklepu i zapalił się komunikat „sprawdź olej”. No, to sprawdziłem. Mazidło było tylko na kulce, poniżej zaciśniętego na płasko plastiku na bagnecie. Wlałem litr i jest powyżej połowy. Jutro pojadę umyć samochodzik, bo usmarowany po klamki i planuję kolejną wycieczkę. Fajnie było
