SHOUTBOX (beta)
- maq
- Posty: 1056
- Rejestracja: 07 gru 2024, 20:03
- Lokalizacja: Piaseczno
- Samochód: Kodiaq L&K TDI 200 '23
Re: SHOUTBOX (beta)
A ten ma dodatkowe żagle boczne, w sumie 1250 m2. SV Europa 



- WaC
- Posty: 1272
- Rejestracja: 17 wrz 2021, 21:41
- Lokalizacja: Bemowo
- Samochód: Sportline 2.0 TSI 4x4 DSG7
Re: SHOUTBOX (beta)
Maq, trochę mnie onieśmielasz...


,
To są zdjęcia z 2008 r. Nie mogę znaleźć ze zlotu żaglowców, a byłem wówczas na trasie Hel - Gdynia (na zatoce).


, To są zdjęcia z 2008 r. Nie mogę znaleźć ze zlotu żaglowców, a byłem wówczas na trasie Hel - Gdynia (na zatoce).
Moje motto: Nie bierz życia na serio i tak nie wyjdziesz z tego żywy.
- maq
- Posty: 1056
- Rejestracja: 07 gru 2024, 20:03
- Lokalizacja: Piaseczno
- Samochód: Kodiaq L&K TDI 200 '23
Re: SHOUTBOX (beta)
Nie, no zaraz tam onieśmielasz. Moje żeglarstwo, to rejsy w liceum na Omegach, a właściwie Ostródach, była w nich inna skrzynka mieczowa. Byliśmy najszybsi jak mocniej wiało, bo się nie refowaliśmy, no i człowiek był wtedy nieśmiertelny. Żadnego grzyba jednak nie było. Po kilku latach wypożyczyłem Sportinę regatową na kilka dni, z mieczem szybrowym (wysuwany, a nie odchylany) i tyle w temacie. Dwa razy wpadłem na mieliznę, bo załogantka nie wiedziała co to fał. W sumie jakieś dwa miesiące na wodzie, może trzy. Wspominam ten czas z nieustającym zachwytem.
- WaC
- Posty: 1272
- Rejestracja: 17 wrz 2021, 21:41
- Lokalizacja: Bemowo
- Samochód: Sportline 2.0 TSI 4x4 DSG7
Re: SHOUTBOX (beta)
Raptem raz byłem na Mazurach jako żeglarz, załogant. Pływaliśmy ze dwa tygodnie (to był chyba Pegaz) we dwójkę z śp. Sąsiadem (armator, kapitan - wówczas ok. 40 l.) i ja (ok. 19 l.), bardzo mi zaimponował, bowiem pomimo różnicy wieku dosyć sporej, byliśmy per Ty. Nawet dalej po powrocie do domu. Jako zmianę załogi Kapitan zaokrętował mnie w Mikołajkach i następnie (w różnej kolejności): Ryn, Tałty, Bełdany, Śniardwy i powrót Pisą i Narwią do Zegrza. Szkoda, że nie ma żadnej dokumentacji foto, a może i dobrze.
Moje motto: Nie bierz życia na serio i tak nie wyjdziesz z tego żywy.
- maq
- Posty: 1056
- Rejestracja: 07 gru 2024, 20:03
- Lokalizacja: Piaseczno
- Samochód: Kodiaq L&K TDI 200 '23
SHOUTBOX (beta)
O, a to ciekawe. Całą drogę rzekami na silniku, czy chociaż trochę na szmatach? Nad Pisę, pod Bartoszycami, u dziadków na najwspanialszych wakacjach, chodziliśmy z ciotecznymi się kąpać. Było nas pięciu. Urodzeni rok po roku, ja w środku. Miejscami miała z metr i głębokość do łydki. Czasem nią szliśmy kilka kilometrów i sięgała najwyżej do pasa
My, o ile się czasem kozaczyło, to na Śniardwy nigdy nie wyszliśmy. Za małe łódki i za duży balast. W razie W fala by wpadła do środka i wszyscy na dno.
My, o ile się czasem kozaczyło, to na Śniardwy nigdy nie wyszliśmy. Za małe łódki i za duży balast. W razie W fala by wpadła do środka i wszyscy na dno.
- WaC
- Posty: 1272
- Rejestracja: 17 wrz 2021, 21:41
- Lokalizacja: Bemowo
- Samochód: Sportline 2.0 TSI 4x4 DSG7
Re: SHOUTBOX (beta)
Cała droga z Pisza do Zegrza z położonym masztem, czyli silnik. Najgorzej na Pisie, godzinami stałem na oku na dziobie i wypatrywałem głazów, najtrudniejsze było, że obroty silnika trzeba było utrzymywać nieco więcej jak prędkość nurtu, żeby utrzymać jakąkolwiek sterowność. Od zauważenia głazu przeze mnie i machnięcia ręką upływały ułamki sekund, w których śp. Mirek musiał wykonać skuteczny manewr. Oczywiście kilka razy burtą lub kilem pieprznęliśmy. Pisa była piękna i kręta, np. w na pewnym odcinku opływało się chałupę z trzech stron. Ale to już było... Został mi windsurfing.
Moje motto: Nie bierz życia na serio i tak nie wyjdziesz z tego żywy.
- maq
- Posty: 1056
- Rejestracja: 07 gru 2024, 20:03
- Lokalizacja: Piaseczno
- Samochód: Kodiaq L&K TDI 200 '23
SHOUTBOX (beta)
No tak. Mosty i drzewa. Miecz pewnie w górze, bo płytko i w nosie ze sterowaniem. Ile czasu na rzekach, bo chyba w jeden dzień taki kawał nie dało się zrobić?
- WaC
- Posty: 1272
- Rejestracja: 17 wrz 2021, 21:41
- Lokalizacja: Bemowo
- Samochód: Sportline 2.0 TSI 4x4 DSG7
Re: SHOUTBOX (beta)
Kurdę, nie pamiętam, najprawdopodobniej nocowaliśmy w Ostrołęce. Narew też była zdradliwa, niby szlak żeglowny oznakowany a czasami wpakowaliśmy się na łachę. Pamiętam jeszcze przypadek na Śniardwach, szliśmy pełnym wiatrem (dla laików: wiatr prosto w rufę, czyli w tył jachtu i taki duży żagiel przy maszcie w jedną stronę, a ten mniejszy z przodu na takim sznurku w drugą stronę ustawiony), wiadomo, że przy tym kursie wiatru prawie się nie czuje. W pewnym momencie Mirek przy sterze zauważył dziwne, ociężałe zachowanie jachtu. Poprosił mnie o kawę, więc wlazłem z kokpitu do kabiny i wpadłem w wodę (w kabinie) powyżej kostki. Byliśmy kilkaset metrów od najbliższego brzegu, akurat południowego. Szybka akcja zebrania wody i diagnoza: wypięta rurka odpływowa z kokpitu, płynąc pełnym wiatrem woda zamiast wypływać z kokpitu była dodatkowo tłoczona od rufy. Widocznie byliśmy jakoś źle wytrymowani i przegłębieni na rufę, z resztą kto się tym przejmował.
Istotnym jest, że dalsze takie beztroskie żeglowanie mogłoby skończyć się zatopieniem jachtu na stosunkowo płytkiej wodzie, jednak dość daleko od brzegu. Nie mogę ocenić dziś pływalności Pegaza Mirka wiem, że w balaście było kilkaset kg ołowiu. Ale to już było.
Istotnym jest, że dalsze takie beztroskie żeglowanie mogłoby skończyć się zatopieniem jachtu na stosunkowo płytkiej wodzie, jednak dość daleko od brzegu. Nie mogę ocenić dziś pływalności Pegaza Mirka wiem, że w balaście było kilkaset kg ołowiu. Ale to już było.
Moje motto: Nie bierz życia na serio i tak nie wyjdziesz z tego żywy.
- maq
- Posty: 1056
- Rejestracja: 07 gru 2024, 20:03
- Lokalizacja: Piaseczno
- Samochód: Kodiaq L&K TDI 200 '23
Re: SHOUTBOX (beta)
Hehe. Dobre 
Na jednym z rejsów kumple wypożyczyli Oriona, żeby spać w kabinie i się schować jak pada. Dziewczyny zabrali, to się chcieli pokazać. Było drożej 2x niż Omega
Miecz toto miało stalowy, ze 2-3 cm grubości. We dwóch ciężko było podnieść. Nie zbuchtowali cumy dziobowej i ciągnęli ją pod łódką. Weszła im pod wodą między miecz i kadłub, wpadli na mieliznę i się zaklinowała w skrzynce mieczowej od spodu. Za skarby nie dało się tego wyszarpać. Miecz stał jak zabetonowany. Wpadli na pomysł, że wykręcą śrubę mocującą miecz wewnątrz jachtu i może wtedy się uda. Woda trysnęła jak na Titanicu i zalali wszystko dokumentnie. Razem z materacami do spania. Najbardziej doświadczony kolega, pokombinował i wymyślił. Zapiął fał grota (lina podnosząca główny żagiel) na dole do łódki, a on idzie na sam top masztu. Odszedł na kilka metrów i go pociągnął. Jedną ręką położył „żaglowiec” na boku. Coś niesłychanego. Nie dało się jednak podejść od spodu do zaklinowanej liny. Woda dodatkowa im się wlała przez burtę z mułem. Zalali już wtedy łódkę syfem po kokardę. Było w środku po kolana. Taką przeciągnęliśmy na drugi brzeg od portu w Mikołajkach. Tam był dźwig z pasami do podnoszenia jachtów. Miecz liną do ziemi, łódka w górę. Wypadł, bo był odkręcony. Na szczęście nic nie pękło. Cała zabawa pół dnia, ale się potem wszyscy napiliśmy piwa


Na jednym z rejsów kumple wypożyczyli Oriona, żeby spać w kabinie i się schować jak pada. Dziewczyny zabrali, to się chcieli pokazać. Było drożej 2x niż Omega
Miecz toto miało stalowy, ze 2-3 cm grubości. We dwóch ciężko było podnieść. Nie zbuchtowali cumy dziobowej i ciągnęli ją pod łódką. Weszła im pod wodą między miecz i kadłub, wpadli na mieliznę i się zaklinowała w skrzynce mieczowej od spodu. Za skarby nie dało się tego wyszarpać. Miecz stał jak zabetonowany. Wpadli na pomysł, że wykręcą śrubę mocującą miecz wewnątrz jachtu i może wtedy się uda. Woda trysnęła jak na Titanicu i zalali wszystko dokumentnie. Razem z materacami do spania. Najbardziej doświadczony kolega, pokombinował i wymyślił. Zapiął fał grota (lina podnosząca główny żagiel) na dole do łódki, a on idzie na sam top masztu. Odszedł na kilka metrów i go pociągnął. Jedną ręką położył „żaglowiec” na boku. Coś niesłychanego. Nie dało się jednak podejść od spodu do zaklinowanej liny. Woda dodatkowa im się wlała przez burtę z mułem. Zalali już wtedy łódkę syfem po kokardę. Było w środku po kolana. Taką przeciągnęliśmy na drugi brzeg od portu w Mikołajkach. Tam był dźwig z pasami do podnoszenia jachtów. Miecz liną do ziemi, łódka w górę. Wypadł, bo był odkręcony. Na szczęście nic nie pękło. Cała zabawa pół dnia, ale się potem wszyscy napiliśmy piwa




