
Aczkolwiek Enyag nadrabia mocno przodem no i tym, że to jednak elektryk. Projekt nowego Kodiaqa wygląda tak jakby ktoś wziął na pulpit tego dotychczasowego i po kolei zaznaczał wszystkie elementy kosztowne w produkcji, a na sam koniec kliknął usuń. Chromowane listwy przy oknach? Delete. Ostre przetłoczenia drzwi? Delete. Masywne relingi? Delete. Jasna tapicerka wnętrza? Delete. Przełączniki? Delete. Gdy już wyszedł mu bezkształtny autobus sięgnął do katalogu "Bajery grupy VAG" w którym przez całe lata różni projektanci gromadzili swoje udane bądź nieudane projekty i wtedy zaczął klikać dodaj. Niepodświetlana blenda tylnych świateł na wzór Tarraco z 2018 roku? Add. Listwa przednia z VW? Add. Szmaciane wykończenia wnętrza? Add. Plastikowa atrapa mająca jakoś ratować słupek C? Add. Końcowy efekt nie przemawia do mnie wcale, zwłaszcza z tyłu samochód stał się strasznie ociężały i zgadzam się z tym że przywodzi na myśl koszmarki od Ssangyounga (chociaż nie jest aż tak źle).

Prezentacja tego 3 samochodu w złotym kolorze to już w ogóle porażka bowiem to wnętrze (które już wcześniej pokazywano na grafikach) w rzeczywistości jest jeszcze bardziej koszmarne. Kto im powiedział, że połączenie brązowej tapicerki, antracytowych plastików, jasnej podsufitki i szarej tkaniny to dobry wybór? Zdaję sobie jednak z tego sprawę, że pomysł na ten samochód jest inny tzn. ma być taniej ale bajerami będziemy mydlić oczy że jest lepiej. Stąd tablet na pół kokpitu, podświetlany grill który normalnie w tym kształcie uznany były za odpustowy, beznadziejne połyskliwe obudowy kluczyków które już po miesiącu wyglądają tragicznie, "ekologiczne" materiały, hybrydy których zakup przy koszcie 20 tys. zł i więcej większości ludziom nigdy się nie zwraca, ściereczka do smartfona i czekamy na rosnące słupki sprzedaży w excelu.






