Systemy bezpieczeństwa Kodiaq w praktyce
: 01 sty 2018, 13:56
Cześć,
Na wstępie powiem, że śledzę to forum regularnie od czerwca '17 i uważam, że jest to naprawdę skarbnica informacji istotnych przy konfiguracji, doposażeniu i późniejszej eksploatacji Miśka.
W lipcu kierując się waszymi radami złożyłem zamówienie. Pod koniec listopada odebrałem auto, ale niestety nie nacieszyłem się nim długo. W trakcie świąt przekonałem się o działaniu mechanizmów bezpieczeństwa w Skodzie Kodiaq na własnej skórze.
Pogodny dzień, suchy asfalt, ruch praktycznie zerowy bo to środek świąt. Jechałem z rodziną na pokładzie po krajówce. Sprawca jechał gruntówką, próbował przeciąć szosę prostopadle i wjechać na gruntówką po drugiej stronie szosy. Nie zatrzymał się, wjechał na pełnej szybkości i spotkaliśmy się przodami pod kątem 90 stopni. Nie będę wnikał dlaczego to zrobił. Był trzeźwy, przyznał się od razu do błędu i policja też nie miała wątpliwości. Opiszę jak to wyglądało z perspektywy osoby siedzącej w Kodiaq w trakcie wypadku. Jechałem z góry, jakieś 70 na godzinę. Sprawca też coś koło tego i też z góry. Czasu na reakcję miałem może 1s. Żadne odbijanie nie wchodziło w grę. Odbijając w lewo staranowałbym kabinę tamtego samochodu, odbijając w prawo on staranowałby moją. Jedna i druga sytuacja mogłaby się zakończyć tragicznie. Zdążyłem wcisnąć hamulce.
1. Włączył się system awaryjnego hamowania i docisnął hamulec do dechy. Dzięki temu wytraciłem na szybkości.
2. Nie włączył się system wykrywania przeszkód co w sumie nie może dziwić. Jak wcześniej pisałem zderzenie było pod kątem 90 stopni.
3. Wystrzeliły trzy poduszki powietrzne na przedzie. Dwie po stronie kierowcy i jedna po stronie pasażera. Tutaj opiszę jakie są wrażenia przy spotkaniu z poduszką w Kodiaq. Jeśli spodziewaliście się, że wystrzał poduszki to jak wywalenie petardy w samochodzie, a przywalenie w taką poduszkę to jak rąbniecie głową w ścianę to muszę was rozczarować. W trakcie wypadku czas biegnie jak w zwolnionym tempie. Z mojej perspektywy poduszki napełniały się cicho, niemalże powoli ale tak, że były napełnione dokładnie na czas. Przy spotkaniu bardziej miękkie niż ulubiony jasiek. Plastikowe okulary na nosie nawet mi się nie przekrzywiły. Tak, ja też spodziewałem się czegoś zupełnie innego.
4. Zadziałały napinacze pasów, ale tego też nie odczuliśmy w żaden sposób. Dzieciaki w fotelikach bez najmniejszych obrażeń. Żona skarży się tylko na naciągnięcie w okolicach barku. Będziemy obserwować, ale na razie jest ok.
5. Po zderzeniu Kodiaq (1.5t + 4 osoby + bagaże) pojechał jeszcze dwa, trzy metry prosto bez odbicia w żadną stronę. Wypadek praktycznie nie zmienił toru poruszania się pojazdu. Z naszej perspektywy wyglądało to jak mocne hamowanie awaryjne. Drugi samochód (0.9t + dwie osoby) niestety zrotował się o jakieś 80 stopni i został odrzucony na bok o kilka metrów. Masa i fizyka robi swoje.
6. Po wypadku w 5 sekund z systemu ratunkowego zgłosił się operator prawdopodobnie z Czech. Jeśli ktoś jest ciekawy to operator mówi po angielsku. Da się dogadać pod względem fonii, nie mam zastrzeżeń też do jakości jego angielskiego, natomiast jak ktoś nie włada tym językiem to może być to problem.
7. Skoda na pierwszy rzut oka po zderzeniu: uderzenie z lewej w przód, zniszczony zderzak, chłodnica, lampa, nadkole, nietknięta pokrywa silnika i drzwi od strony kierowcy. Koło na miejscu. Sprawna cała elektryka, włacznie z tym, że świeciła nawet ta przednia zmiażdżona lampa ledowa. Na miejscu konstrukcja wyglądała na nieruszoną, ale jak to w rzeczywistości wygląda tego nie wiem. Drugi samochód uderzony w prawy przód. Nadaje się praktycznie na złom. Kabina nie ruszona, ale przód cały zniszczony.
8. Jeśli chodzi o stan pasażerów u mnie po wypadku to brak obrażeń. U nas dzieciaki i ja bez najmniejszego zadrapania. Żona trochę narzeka na bark od pasów, ale to raczej nic poważnego. Gorzej ze sprawcą i jego pasażerką. Oni mimo zapiętych pasów praktycznie fruwali w samochodzie. Finalnie odwiozła ich karetka. Poobijani, ale od policji wiem, że obrażenia poniżej 7 dni, co raczej działa na korzyść sprawcy bo sprawa zakwalifikowana została jako wykroczenie.
Reasumując.
Trzeba mieć oczy dookoła głowy. Chociaż nawet to czasami nie zagwarantuje wam bezpieczeństwa.
Nie warto oszczędzać na samochodach, oponach i fotelikach dla dzieci.
Czy kupiłbym Kodiaq jeszcze raz? Z całą pewnością TAK. Właściwie to cała ta sytuacja bardzo mocno upewniły mnie w przekonaniu, że był to słuszny zakup. Kodiaq to solidna konstrukcja i niewątpliwie gabaryty, masa, podwyższenie i systemy bezpieczeństwa zrobiły swoje. Wiem, że brzmi to jak laurka dla Kodiaq, ale w tej pechowej sytuacji poza stresem i rozbitym samochodem nic właściwie nie stało się ani mi ani mojej rodzinie. Z tego powodu jestem naprawdę szczęśliwy.
Oczywiście nie wiem co dalej z samochodem. Przejechałem nim niecały tysiąc kilometrów. Czy zostanie to zakwalifikowane jako szkoda całkowita to szczerzę wątpię. Samochód wygląda jak po stłuczce, mimo że poduszki są wystrzelone. Wiadomo, że nowy samochód kupuje się po to żeby nie jeździć bitym. Nie wiem czy ktoś to już przerabiał i jest w stanie coś doradzić. Auto jest w leasingu i w tej chwili czeka w ASO Skody na rzeczoznawce.
Pozdrawiam wszystkich i życzę więcej szczęścia na drodze
Na wstępie powiem, że śledzę to forum regularnie od czerwca '17 i uważam, że jest to naprawdę skarbnica informacji istotnych przy konfiguracji, doposażeniu i późniejszej eksploatacji Miśka.
W lipcu kierując się waszymi radami złożyłem zamówienie. Pod koniec listopada odebrałem auto, ale niestety nie nacieszyłem się nim długo. W trakcie świąt przekonałem się o działaniu mechanizmów bezpieczeństwa w Skodzie Kodiaq na własnej skórze.
Pogodny dzień, suchy asfalt, ruch praktycznie zerowy bo to środek świąt. Jechałem z rodziną na pokładzie po krajówce. Sprawca jechał gruntówką, próbował przeciąć szosę prostopadle i wjechać na gruntówką po drugiej stronie szosy. Nie zatrzymał się, wjechał na pełnej szybkości i spotkaliśmy się przodami pod kątem 90 stopni. Nie będę wnikał dlaczego to zrobił. Był trzeźwy, przyznał się od razu do błędu i policja też nie miała wątpliwości. Opiszę jak to wyglądało z perspektywy osoby siedzącej w Kodiaq w trakcie wypadku. Jechałem z góry, jakieś 70 na godzinę. Sprawca też coś koło tego i też z góry. Czasu na reakcję miałem może 1s. Żadne odbijanie nie wchodziło w grę. Odbijając w lewo staranowałbym kabinę tamtego samochodu, odbijając w prawo on staranowałby moją. Jedna i druga sytuacja mogłaby się zakończyć tragicznie. Zdążyłem wcisnąć hamulce.
1. Włączył się system awaryjnego hamowania i docisnął hamulec do dechy. Dzięki temu wytraciłem na szybkości.
2. Nie włączył się system wykrywania przeszkód co w sumie nie może dziwić. Jak wcześniej pisałem zderzenie było pod kątem 90 stopni.
3. Wystrzeliły trzy poduszki powietrzne na przedzie. Dwie po stronie kierowcy i jedna po stronie pasażera. Tutaj opiszę jakie są wrażenia przy spotkaniu z poduszką w Kodiaq. Jeśli spodziewaliście się, że wystrzał poduszki to jak wywalenie petardy w samochodzie, a przywalenie w taką poduszkę to jak rąbniecie głową w ścianę to muszę was rozczarować. W trakcie wypadku czas biegnie jak w zwolnionym tempie. Z mojej perspektywy poduszki napełniały się cicho, niemalże powoli ale tak, że były napełnione dokładnie na czas. Przy spotkaniu bardziej miękkie niż ulubiony jasiek. Plastikowe okulary na nosie nawet mi się nie przekrzywiły. Tak, ja też spodziewałem się czegoś zupełnie innego.
4. Zadziałały napinacze pasów, ale tego też nie odczuliśmy w żaden sposób. Dzieciaki w fotelikach bez najmniejszych obrażeń. Żona skarży się tylko na naciągnięcie w okolicach barku. Będziemy obserwować, ale na razie jest ok.
5. Po zderzeniu Kodiaq (1.5t + 4 osoby + bagaże) pojechał jeszcze dwa, trzy metry prosto bez odbicia w żadną stronę. Wypadek praktycznie nie zmienił toru poruszania się pojazdu. Z naszej perspektywy wyglądało to jak mocne hamowanie awaryjne. Drugi samochód (0.9t + dwie osoby) niestety zrotował się o jakieś 80 stopni i został odrzucony na bok o kilka metrów. Masa i fizyka robi swoje.
6. Po wypadku w 5 sekund z systemu ratunkowego zgłosił się operator prawdopodobnie z Czech. Jeśli ktoś jest ciekawy to operator mówi po angielsku. Da się dogadać pod względem fonii, nie mam zastrzeżeń też do jakości jego angielskiego, natomiast jak ktoś nie włada tym językiem to może być to problem.
7. Skoda na pierwszy rzut oka po zderzeniu: uderzenie z lewej w przód, zniszczony zderzak, chłodnica, lampa, nadkole, nietknięta pokrywa silnika i drzwi od strony kierowcy. Koło na miejscu. Sprawna cała elektryka, włacznie z tym, że świeciła nawet ta przednia zmiażdżona lampa ledowa. Na miejscu konstrukcja wyglądała na nieruszoną, ale jak to w rzeczywistości wygląda tego nie wiem. Drugi samochód uderzony w prawy przód. Nadaje się praktycznie na złom. Kabina nie ruszona, ale przód cały zniszczony.
8. Jeśli chodzi o stan pasażerów u mnie po wypadku to brak obrażeń. U nas dzieciaki i ja bez najmniejszego zadrapania. Żona trochę narzeka na bark od pasów, ale to raczej nic poważnego. Gorzej ze sprawcą i jego pasażerką. Oni mimo zapiętych pasów praktycznie fruwali w samochodzie. Finalnie odwiozła ich karetka. Poobijani, ale od policji wiem, że obrażenia poniżej 7 dni, co raczej działa na korzyść sprawcy bo sprawa zakwalifikowana została jako wykroczenie.
Reasumując.
Trzeba mieć oczy dookoła głowy. Chociaż nawet to czasami nie zagwarantuje wam bezpieczeństwa.
Nie warto oszczędzać na samochodach, oponach i fotelikach dla dzieci.
Czy kupiłbym Kodiaq jeszcze raz? Z całą pewnością TAK. Właściwie to cała ta sytuacja bardzo mocno upewniły mnie w przekonaniu, że był to słuszny zakup. Kodiaq to solidna konstrukcja i niewątpliwie gabaryty, masa, podwyższenie i systemy bezpieczeństwa zrobiły swoje. Wiem, że brzmi to jak laurka dla Kodiaq, ale w tej pechowej sytuacji poza stresem i rozbitym samochodem nic właściwie nie stało się ani mi ani mojej rodzinie. Z tego powodu jestem naprawdę szczęśliwy.
Oczywiście nie wiem co dalej z samochodem. Przejechałem nim niecały tysiąc kilometrów. Czy zostanie to zakwalifikowane jako szkoda całkowita to szczerzę wątpię. Samochód wygląda jak po stłuczce, mimo że poduszki są wystrzelone. Wiadomo, że nowy samochód kupuje się po to żeby nie jeździć bitym. Nie wiem czy ktoś to już przerabiał i jest w stanie coś doradzić. Auto jest w leasingu i w tej chwili czeka w ASO Skody na rzeczoznawce.
Pozdrawiam wszystkich i życzę więcej szczęścia na drodze
